Ech, no nie mam czasu, żeby przyfelietonić 🙁 Serio, chciałabym tu opisać jak zabawnie/pociesznie/hardcorowo/ciekawie/oryginalnie wygląda dzionek/ranek/spacer/wypad za miasto z moim bejbi i resztą męskiej ferajny, ale zaiste napiszę tylko dziś, że padam na ryjek, alem zadowolona z siebie na maxa 🙂
Po pierwsze – rozpoczęłam sezon wejkowy. Po drugie – zamówiłam u znajomej nowe wiązania (nowe dla mnie, bo ona ich używała). Po trzecie – powoli wracam do pracy i bardzo mi z tym dobrze. Po czwarte – mam zryty beret, ale w miłych granicach oryginalności, a nie szkodliwości społecznej. Po piąte – znaczne wyrzeczenie się glutenu zaowocowało dużo lepszym samopoczuciem. Czekam jeszcze na „po szóste – odbiłam się od finansowego dna”. CDN, a na razie fotogaleria 🙂










