Pewnie nie wybralibyśmy się do Gałkowa, gdyby nie fakt, że Kot postanowił pracować nad swoją kondycją i samopoczuciem biegając. Biega od miesiąca chyba jakoś tak, a do biegu na 10km, w ramach mazurskiego maratonu, zapisał się chyba zanim jeszcze zaczął 🙂 Grunt to motywacja!
![]() |
| fot. MCI Maraton Mazury – chyba widać tu czapkę Kota 🙂 |
![]() |
| fot. moja kamka – Kot wystartował |
Gałkowo bywa oblegane, tym bardziej okazaliśmy się szczęściarzami, gdy udało się nam zarezerwować domek usytuowany 600 metrów od stadniny Ferenstein’ów czyli miejsca zawodów. Wow! Domek…, ale za to jaki! I w jakim towarzystwie! Drewniany, z osobnym wejściem, trampoliną, altanką, hand made drewnianymi łóżkami, grillem, ogródkiem… , za płotem z gospodynią, która przynosi kotlety i sałatkę…
Gałkowo samo w sobie jest wyjątkowo malownicze i nie zmienił tego fakt, że zjechały się tłumy z całej Polski, żeby pobiegać albo/i się przylansować. Przy okazji, nie sposób nie wspomnieć, że impreza zorganizowana po raz drugi nosiła wszelkie znamiona profesjonalizmu. Brawo!
W takich okolicznościach aż chce się pobiec. Ja biegać nie lubię, bo to nudne, ale rozumiem te setki śmiałków:), a Kota wsród nich.
Uzbrojeni w piękne koszulki i buttony od Kolorowanki naszej zdolnej ruszylismy na podbój Mazur… tzn Kot ruszył:), truchtem… i nawet dobiegł do mety i nie wyzionął ducha. Czas – całkiem, całkiem. Wspaniale Kocie!
Humory trochę zepsuł nam fakt, że nie mogliśmy robić zdjęć aparatem, bo zapomnieliśmy włożyć do niego baterii <WTF?!>. Dlatego ratowałam się telefonem i kamerą. Będzie trzeba znaleźć czas, żeby coś zmajstrować, w sensie zmontować, wkrótce. Ech. Skoro nie mamy zadowalających zdjęć, trzeba do Gałkowa, do Pani Gospodyni wrócić! Koniecznie! 🙂
Byliśmy tam z Gosią i Orłosiem jednym takim, nie Maciejem, oraz piesem Gosi – Aresikiem, który miał chrapkę na Boskiego. Było to więc nie lada wyzwanie – mieszkać i wypoczywać w małej drewnianej chatce z dwoma energicznymi psami, z których każdy miał inny pomysł na ich znajomość:) Udało się! Ba! Nawet wszyscy wrócili cali i zdrowi. W każdym razie bardzo miłe to towarzystwo i wyprawa godna powtórki.
I jeszcze kilka wniosków/obserwacji:
– Karolina Ferenstein-Kraśko jest przepiękną kobietą – no WHAW! (poszukam jakiejś WHAW foty, ale LIVE i tak jest najlepsza)
– Mazury kocham i nigdy nie przestanę, bo są takie … wyluzowane z krajobrazowego charakteru
– krowy, łąka i drewniany płot rozczulają mnie maksymalnie
– chcę, żeby Zac wiedział, że mleko daje krowa (jak już przestanie myśleć, że tylko mama)
Relacja TVP Olsztyn TU
Odcinek Video bloga TU wkrótce

















do boju! 😀
pozdrawiam KOLORowo 😉
p.s. ja też chcę gofera 😀
ja może nie maratonowa ale W jak wsiowa 😉
Jak to bieganie nudne??? Kot powinien się na Ciebie obrazić w tym momencie. Chociaż doceniam zrozumienie… Bieganie jest tak samo fascynujące jak rower, rolki czy nawet ten Twój wake… (chociaż to akurat wyższa szkoła jazdy) 😉 Niemniej należą się Kotowi wielkie gratulacje za takie osiągnięcia w tak krótkim czasie 🙂