BLOG yourself – OLSZTYŃSKIE BLOGERKI w natarciu

15 maja 2013

Fluo Bransy

15 maja 2013

Every kReJzi day

15 maja 2013

Każdego dnia kolekcjonuję zdarzenia, anegdoty, emocje i stopklatki z egzystencji w towarzystwie MaMen. Dodają one energii, gdy zbałamuci mnie gluten przeochydny, który zabiera moc, ugh! Zac, Kot i Boski dostarczają niewyczerpanych wrażeń i powodów do śmiechu. I choć nie od dziś moje życie tuzinkowe nie jest, wciąż zdarza się, że otwieram paszczę ze zdziwienia. Tak po prostu, gdy dociera do mnie, że czasem sytuacje z naszego życia są wręcz serialowo zabawne lub niewiarygodne, lubię sobie o tym pomyśleć chwilę dłużej. 

Mamo! co robimy na śniadanie?

Wczoraj, na przykład. Kot wyszedł z Boskim (już sie chłopaki dogadują, coraz lepiej, z każdym dniem:D), kupił grahamki, przygotował się do pracy, zrobiłam mu kanapki… – taka tam rodzinna, poranna rutyna. Miał 6 minut do autobusu, ale przystanek jest blisko. Buziaki na miły dzień, pa Hany! 🙂 Wyszedł. 

poranna rutyna Kota i gość pod prysznicem 🙂

Jak tylko zamknęły się za nim drzwi, zobaczyłam, że nie wziął telefonu. Chwyciwszy „fołna” w rękę, czatowałam przy oknie, w pełnej gotowości, żeby Kota zawołać i mu telefon wręczyć. Moje zadowolenie z tego ogarnięcia sytuacji szybko minęło, gdy przypomniałam sobie, że Kot zaiste poszedł na przystanek, ale w drugą stronę, na inny autobus, niż myślałam nie wiedzieć czemu i nie zobaczę go przez okno, przy którym stoję. A stałam w piżamie, baaaardzo skąpej i z Zaczkiem ubranym tylko w koszulkę, nawet bez pieluszki, na rękach. Niewiele myśląc, popędziłam więc z drugiej strony…, ale nie do okna, a na korytarz, do drzwi od klatki. Mieszkamy na niskim parterze, więc szybko byłam przy wyjściu. BOSO! Tak jak stałam 🙂 Otworzyłam drzwi – w jednej ręce Zac, w drugiej telefon Kota – i krzyknęłam „Maaaaaaacieeeeeeeeek!„. Zanim się zorientowałam, między moimi nogami prześliznął się Boski i jak wystrzelony z procy pobiegł w stronę przystanku. No bo skoro wołam jego pana, to on pójdzie go od razu przywitać…., choć w sumie to nie wiem co mu się ubzdurało. Nawet chyba za nim nie zawołałam, bo zniknął mi z oczu bardzo szybko. Spojrzałam po sobie i stwierdziłam, że jedyne rozsądne rozwiązanie, to powrót do domu i kontynuowanie toalety porannej mego synka. A Boski na pewno zaraz wróci 🙂 Chyba, że faktycznie dobiegnie do przystanku i wskoczy do autobusu… czy coś… 🙂 
Z tą myślą z tyłu głowy, po chwili wyszłam jeszcze raz na korytarz, do drzwi i zobaczyłam, że terier nasz warmiński harcuje wesoło po podwórku, obskakując jakąś panią. Otworzyłam drzwi…  

Boooooooooski! – zero reakcji. Pani, wokół, której skakał trzymała na rękach <?!> pikusiozaura, z którym za wszelką cenę chciał się przywitać mój towarzyski pies. 

Pani do tego jeszcze pokrzykiwała: Weźmie pani tego psa!!!!
ja: Proszę puścić swojego psa, nie trzymać go na rekach, mój chce sie tylko pobawić, proszę się nie bać…
Pani: taaaaak, ja tam nie wiem, zabierze go pani!
ja: ale on do mnie nie przyjdzie teraz, bo…
Pani: zawoła go pani!!!
ja: proszę pani, on mi uciekł, za swoim panem, ktory poszedł do pracy… proszę mi pomóc i tu podejść…
Pani: weźmie go pani natychmiast! (Boski wesoło skacze:D)
ja: nie mogę teraz do pani podejść, bo mam na rękach … nagie dziecko! no i jestem boso! proszę mi pomóc, słyszy pani?
Pani (odchodząc, wciąż obskakiwana przez Boskiego): weźmie go pani, bo jak nie…!
ja: proszę pani, proszę panią o pomoc, jak pani tu podejdzie, to ja go wezmę, może pani też postawić swojego psa na ziemi, słyszy pani? proszę panią o pomoc, haaaalo!
Pani (do Boskiego, odchodząc z psem na rękach): poszedł! 
ja: dlaczego nie chce mi pani pomóc?
Pani: weźmie go pani! o Boże, Boże…
ja: Boski, odprowadź panią do domu! Dobry pies! 😀

Dokończyłam toaletę Zaczka. Wciąż boso, wyszłam na korytarz, Boski już był z powrotem na podwórku, ale ani myślał wracać do domu. Ech, zostawiłam mu więc otwarte drzwi od klatki i wróciłam ogarniać śniadanie. Jak wróci, to zapuka 🙂 Taki czill mi się włączył. Maćkowi vel Kotu zamierzałam napisać maila, że telefon jest w domu, żeby się nie martwił. 

A tu niespodzianka. Kilka minut później do domy wchodzi … Kot z Boskim 🙂 

Kot: dlaczego Boski pobiegł po mnie na przystanek? hmmm, a w ogóle to czekał pod blokiem, grzecznie siedział, jakby czekał, aż mu ktoś pozwoli wejść 🙂

(Tak, też nie do końca kumam dlaczego Kot tak właśnie powiedział :D)

Boski – pochłonąwszy moją konturówkę 🙂
Oczywiście okazało się, że Kot zorientował się, że nie ma
telefonu jak tylko wsiadł do autobusu i wysiadł na pierwszym przystanku.
Spacerując do domu spotkał Boskiego. W sumie sama już nie wiem gdzie.

MAJ LAJF – uwielbiam! 🙂

3 comments

Leave a comment