„Dzieciowe” części garderoby są urocze, nie sądzicie? Przekonuję się o tym wtedy, gdy znajdę takową wyjątkowo stylową, np. z jakimś akcentem „dorosłym”. W tym przypadku jest to kołnierzyk a’la koszulka Polo, no i znaczek jak w polówkach Hilfingera.
Zwykle ubieram Zaczka w luźne bluzy i dresowe spodnie. Nawet jak był malutki, rzadko zakładałam mu śpiochy, jakoś tak wydawało mi się, że nie wyglądał w nich fajnie. Mimo, że chcę, żeby Z wyglądał „cool”, daleka jestem od trendowych rurek, tudzież ubranek slim fit. Mnie samej jest w takich niewygodnie, a co dopiero uczącemu się chodzić brzdącowi. Aaaaa, no i Zac NIGDY nie miał na sobie rajtuz. Bo nie. Wiem, że to wygodne … dla mamy. Na pewno nie dla dziecka. Spada to to, podciagać trzeba, … i te szwy na wierzchu, ugh! Zatem mój synek, jeśli zaistnieje potrzeba założyć coś pod spodnie, dostanie kalesony (legginsy?). Po męsku:)
Tymczasem jest bardzo ciepło i szukam alternatyw dla podkoszulek. Rampers o kilka centymetrow za duży sprawdza się idealnie. Jest ładnie, stylowo i wygodnie! Także, gdy trzeba zmienić pieluchę.
Galeria na FB – KLIK!











ale super wdzianko 😀
kombinezon boski a Zac powalający 🙂