Nie lubię wesel – tak zwykłam mówić. Właściwie dlaczego? Toż to okazja, żeby dobrze zjeść, potańczyć, pośmiać się, wzruszyć … Co w tym złego? No właśnie nic. Dlatego zmieniam postawę – lubię fajne wesela 🙂
A co zrobić, żeby było fajnie? Po pierwsze każdemu weselnikowi przyda się trochę luzu – w końcu to nie my się pobieramy.
Po drugie – należy ubrać się wygodnie, a nie jak ściśnięta beza. Ubranie powinno być schludne i ma nam nie przeszkadzać. Dobrze by też było, gdyby było zrobione z takiej materii, której nie wyżre przypadkowo (albo nie do końca) rozlany rosół, tudzież inny uparcie plamiący specyfik. Po trzecie – jeśli wesele jest nad jeziorem i można się w trakcie wesela szwendać po okolicy, istnieje duża szansa, że będzie ono udane. Wódka pita przez wiele godzin w zamknięciu, uderzy do głowy każdemu. Po czwarte, jeśli idziesz na wesele z małym swym bąblem, skup się na tym, żeby bąbel się dobrze bawił i smacznie zjadł. To prawdopodobnie zapewni dobry nastrój także Tobie – jeśli się uda. Po kolejne … nawet jeśli bąbel przed godziną 22gą wciąż uparcie podtrzymuje, że jeszcze nie musi iść spać, spójrz mu prosto w oczy, dostrzeż to zmęczenie i przytul brzdąca zabierając go jednak do łóżka. Aaaaaa, zapomniałabym, jedz, ile wlezie, ale ze smakiem. W końcu coś z życia (czyt.wesela) chcesz mieć.
Mnie udało się nawet potańczyć! Z Kotem! Bo Zac zawiesił się i nie protestował, że trzyma go na rękach Mama Kota 🙂 Przetańczyliśmy (ja przeskakałam) DWIE piosenki, w tym „Ona tańczy dla mnie” czyli wyszło po naszemu 🙂 Po siatkówkowemu 🙂 Nooooo, wiadomka, że sporo tańczyłam też z Z, spoooooro :), a jemu bardzo się to podobało! 🙂
Kolejna pozytywnasprawa to fakt, że jako matka karmiąca nie byłam nakłaniana do picia wódki – tfu! Grzeszyłam „kolaffką” i dobrze mi z tym 🙂
No i jeszcze kwestia pobytu/noclegu/hotelu – nie spinaj się! Przyjechałeś z niesfornym psem? Luuuuuz – tylko wykopie wielki czarny dół w pięknie utrzymanym zieloniutkim trawniku przed domkiem, będzie z zamiłowaniem wgryzał się w wykładzinę dywanową, bo w domu ma panele (więc nuuuda!), najchętniej oczywiście gdy Zac smacznie zaśnie. Może też wpaść na pomysł, by wziąć orzeźwiającą kąpiel po szyję w pobliskim rowie. Kuszące okazały się również wszelkie przesmyki/dziury pod łóżkami. Najlepszy przesmyk i miejscówka to ta pod łóżkiem śpiącego Zachariasza. Tam ściana także wydała się najlepsza do zdrapywania z niej czegoś chropowatego ozdobnego.
Zatem weselmy się, a jakże! 🙂 Swoją drogą, wydawać tyyyyle kasy na imprezę, brrrrrr! Mam nadzieję, że nigdy nie przyjdzie mi to do głowy 🙂














czas weselny 🙂
czas zabawy, radości i szczęścia pod osłoną toastów 😀
A dlaczego nie chcesz? Przecież to sama radość:) Dzielić się szczęściem z najbliższymi. Oczywiście jeśli jest to zrobione z umiarem, a nie na pokaz 🙂 My z D powoli klarujemy nasz kompromis w sprawie powyższej 😉