
O co ten szum? Te kłótnie? Obrażanie się i obrażanie innych?! Przecież cel jest jeden, wspólny – dobro i zdrowie dzieci, a w efekcie całego społeczeństwa. Głupiego społeczeństwa, bo zacofanego i wystraszonego. Możecie się nie zgadzać albo widzieć siebie wśród tych „mądrzejszych” Polaków, tudzież mądrych, wyedukowanych polskich matek, bo oczywiście powyższy równoważnik zdania jest uogólnieniem. Krzywdzącym? Nie. Ja nie uważam się za ograniczoną, ale stwierdzam świadomie, że jako Polacy, jako polskie matki jesteśmy nawet nie w Średniowieczu. Poprzewracało się nam w głowach (bo przecież nie napiszę gdzie jeszcze) od tej „Europy” i „Zachodu”. Zamiast podziałać w zgodzie, uczyć się na błędach, dzielić przykrymi doświadczeniami, żeby choć jednej osobie się one na coś przydały, wolimy reagować agresywnie, zadrościć, wpadać w kompleksy i być „psami ogrodnika”. Toż to obrzydliwe! „Ja taka nie jestem!” – powiecie. No pewnie, to zawsze nie Wy, tylko sąsiadka, znajoma, ewentualnie daleka ciotka. Tu przychodzi mi do głowy wiele uwag na temat funkcjonowania różnych mechanizmów w Polsce, ale chcę skupić się na jednej sprawie.
MLEKO MAMY. Nikt już chyba nie ma wątpliwości, że jest jedynym naturalnym pokarmem dla noworodka i niemowlęcia. Ściemy na opakowaniach z mlekiem modyfikowanym typu „inspirowane mlekiem matki” najlepiej zostawić bez komentarza, ale ja tego nie zrobię.Tomek z
Medeli pięknie to wytłumaczył. Nie pamiętam dobrze jego metafory, więc napiszę „tyle o ile” – jak Twój mąż gotuje obiad i marzy o Twoich piersiach (po prostu), a Ty jesteś właśnie w trakcie laktacji, to potem podając do stołu też powie: „ten obiad, Kochanie, jest inspirowany mlekiem matki” :))) Ha!
Albo wszędobylskie butelki!!! WTF?! Byłam dziś w kawiarni. Zac szalał, a mnie krajało się serce słuchając płaczu noworodka. Dwie ładne, zadbane mamy przyszły na kawkę ze swoimi maluchami. Wprowadziły do lokalu wielkie wózki i najwyraźniej chciały ze sobą po prostu porozmawiać, ale ich tycie dziewczynki skutecznie im to uniemożliwiały. Wciąż mam przed oczami jedną z tych mam trzymającą na rękach „przodem do świata” zanoszącą się od płaczu maleńką dziewczynkę. Miałam ochotę podbiec i ją mocno przytulić, pocałować, ponucić jej, dać jej PIERŚ! Obudziłam się z tego odrętwienia na widok smoczka! Mama ta zaczęła wciskać tej dziewczynce smoczek do buzi! Żeby się po prostu zamknęła… Chyba bardzo się gapiłam, bo mama spojrzała mnie bezradnym spojrzeniem, może wcale nie pytającym „no i co ja mam teraz zrobić?”, ale i tak się nie powstrzymałam. Powiedziałam „ona nie chce smoczka, chce pierś”. Nie wiem czy dobrze usłyszałam, ale z jej ust padło chyba „ale ja nie chcę…”. Potem próbowała jeszcze wcisnąć małej do buzi butelkę ze smoczkiem. Co w niej było? Nie wiem, na stole stała puszka białego proszku. Wszystko działo się w jednej pozycji – żadnego przytulania, śpiewania, otulania – ta mała cały czas płakała „przodem do świata”, a jej mama miała zmieszaną minę. Ech. To też jest, zdaje się, problem. Sporo mam po prostu nie potrafi lub nie chce stworzyć bliskiej więzi z dzieckiem. Nie słuchają swoich instynktów i dziecko właściwie im przeszkadza, choć oczywiście nigdy się do tego nie przyznają. Co robić? Przecież wtrącać się NIE WYPADA.
Tak, czy inaczej – do szału doprowadzają mnie wojny matek niekarmiących mlekiem mamy z karmiącymi. Zauważyliście kto jest agresywny? No pewnie, tu znowu generalizacja, te pierwsze. Wiecie dlaczego? Bo zostały zostawione same sobie, bo wiedzą, że coś straciły, bo nie rozumieją, że mogło być inaczej, przecież robiły co mogły, żeby karmić piersią. Kochane mamy karmiące swoje maluchy mlekiem modyfikowanym! Nikt Was nie atakuje. Pewnie, że szkoda, że się Wam nie udało karmić piersią lub swoim mlekiem butelką, ale teraz jesteście bogatsze o pewne doświadczenia. Możecie się nimi podzielić. Po to, żeby jakieś inne dziecko i inna mama, nie byli w takiej sytuacji jak Wy. Niejedna córka niejednej mamy niekarmiącej kobiecym mlekiem nie musi powielać sytuacji ze swojego niemowlęctwa zakładając swoją rodzinę. To, że Ty nie dałaś rady, nie oznacza, że tak powinno być i że wszyscy wokół Ciebie powinni Cię tłumaczyć i pozwalać Ci na zachęcanie innych do karmienia mlekiem modyfikowanym, bo „przecież mnóstwo dzieci to je i jest OK”. Ogarnij się dziewczyno, przeanalizuj co jeszcze można zrobić, żeby ktoś inny nie musiał przechodzić tego, co Ty. Pewnie, że tu też uogólniam, ale ostatnio sporo się nasłuchałam i naczytałam jak to my – matki karmiące piersią – piętnujemy te drugie i jak chcemy, żeby one czuły się gorsze. Nic podobnego! Szczęście, fortuna, inteligencja interpersonalna czy emocjonalna to sprawy indywidualne i często zmienne. Jednemu udaje się nie jeść słodyczy, bo są niezdrowe, drugiemu świetnie i naturalnie wychodzi karmienie piersią. Doświadczenia w tak globalnych zagadnieniach jak karmienie piersią można i trzeba wymieniać. Tak, jak nawołuje się do zdrowego odżywiania, warto zalecać i wspomagać karmienie piersią, które jest niczym innym, jak najzdrowszą z możliwych dietą małego człowieczka. Nie jest to niestety takie proste, ani oczywiste, jak się okazuje.
Tylko 2% mam trwa w karmieniu piersią swoich dzieci. Cała reszta poddaje się. Zwykle z powodu braku wsparcia fachowców. Rozumiem, że brakuje Wam pokarmu, jak twierdzicie, rozumiem że Wasza sytuacja zawodowa nie pozwala na karmienie Waszym mlekiem… Rozumiem to, co mówicie i wkurza mnie, że nikt Wam tego nie wybił z głowy, gdy był na to czas. Bardzo żałuję, że tych mądrych, troskliwych, wyedukowanych pediatrów i położnych jest tak mało, że nie wystarcza ich dla każdej mamy. I choć wyśmiewam polskie prawa i zwyczaje, winię system, rację ma
Hafija, która pisze, że prawo prawem, ministerstwo ministerstwem, ale to nasze życie i nasze dzieci, więc to w nas jest moc. Kobiety, weźcie się za siebie! Mężczyźni pomóżcie swoim paniom w edukacji. Wspierajcie je, gdy pragną dać Waszym dzieciom to, co na początku najważniejsze. Zacznijcie od siebie, od Waszych rodzin i bliskich. Zadajcie sobie ten trud i powalczcie o swoje. O opiekę, o wiedzę, o mleko, o ssanie, o zdrowie.
Wzięłam udział w spotkaniu
Medeli,
Siostry Ani i
Fundacji Mleko Mamy na temat nierównego traktowania matek w prawie i powiem szczerze, że nieco przeraża mnie ile w kwestii karmienia piersią w Polsce trzeba zrobić, żeby było lepiej. Lekarze, urzędnicy, społeczeństwo … Cieszę się, że są ludzie, którym się chce o to walczyć. Dzielą się swoimi historiami, opowiadają o swoich doświadczeniach, podają konkretne przykłady i są gotowi spędzić jeszcze niejeden weekend debatując z obcymi babami o cyckach, mleku i krowach zamiast wyjechać z własnymi dziećmi w góry. Widzą w tym sens, bo rozumieją w czym rzecz. Chcę im pomóc przebić się przez ten mur polskiej ciemnoty. Bo tak, do cholery, być nie może!
I na koniec Hubisiowy wpis. Asia nie jest moją przyjaciółką, ale tym wpisem zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Brawo!
przeczytali: 1 949
Lidja!!!!! Aj low ju do bólu!!!!!! Wyjmujesz mi myśli z głowy!!!
Gdzie jest ta agresja i wojna między "karmiącymi" i "niekarmiącymi"? Nie wiem, ja jakoś tego nie widzę. Karmiłam 5 m-cy, z trudem. Córka odmówiła prawego cycka, przez co byłam pewna, że nie dojada (płakała, była niespokojna). W 4-tym m-cu kryzys laktacyjny, po którym laktacja systematycznie spadała, aż po prostu dałam sobie spokój, dziecku i cyckom i byłam w końcu uspokojona, że Dziecię się najada i jest happy. Myślę, że gdyby nie internet, nie karmiłabym w ogóle, bo początki miałam koszmarne – bolące brodawki, nieumiejętne przystawianie, nigdy nie dowiedziałabym się, że istnieje coś takiego jak kryzys laktacyjny (już wiadomo dlaczego nasze mamy karmiły 3 miesiące i "zabrakło im pokarmu"). Cieszę się z tych kilku miesięcy, dobre i to. Ale serio, gdzie ta agresja? pozdrawiam 😉
hej 🙂 dzięki za komentarz 🙂 podaj maila, prześlę Ci wspomnianą "agresję" 🙁
niestety prawda jest taka, że poziom wiedzy na temat karmienia mlekiem mamy jest żenująco niski w naszym kraju. Dobrze, że próbowałaś, szkoda, że nie udało się dłużej. Ważne, żeby mieć świadomość jak powinno być i jakie są możliwości. Prawda jest taka, że my – mamy – nie znamy swoich praw i obowiązków lekarzy. Napiszę o tym wkrótce.
Wiedziałaś na przykład, że od 21-go tygodnia ciąży możesz bezpłatnie korzystać z porad wykwalifikowanej położnej, która pomoże Ci odpowiednio nastawić się m.in. do karmienia piersią i pomoże w trudnych chwilach? Wiedziałaś, że 98% mam zaczyna karmić piersią? A potem zostaje tylko 2%!!! Straszne, co? Nie dlatego, że wszystkie nie mają pokarmu … Nie mają wsparcia. Możnaby tak wymieniać długo fakty i dane, które otwierają oczy.
Pozdrowienia 🙂
Agresja jest, rzeczywiście. na podrzędnym forum kafeteria.pl Nigdzie indziej sie z tym nie spotkałam. No i w szpitalach jest straszna agresja ze strony poloznych i matek karmiacych na te złe i niedobre, które karmic nie chcą 😉
A nie masz wrażenia, że jak matka karmiąca piersią próbuje rozmawiać z tą karmiąca MM, to ta druga się od razu obrusza, odbiera to jako atak na jej wartość jako matki?
Tu nie chodzi o krytykę, ale o uświadomienie pewnych kwestii. Jak to zrobić inaczej, niż rozmową? Mówicie – nie wtrącajcie się. W ten sposób się nie dogadamy nigdy. Tymczasem temat jest obszerny i możesz mi wierzyć lub nie, sporo mam niekarmiących swoim mlekiem, mogłoby karmić, gdyby ktoś, kto się na ty zna, z nimi w porę porozmawiał.
Gdzie jest agresja? Na grupach FB dla mam, w komentarzach pod moimi postami (nie publikuję anonimowych)…W szpitalach, przychodniach itp.
Dziękuję Lidka :-)! Nawet nie wiesz, jaka zaskoczona byłam na końcu Twojego wpisu :-). Co do meritum – mnie właśnie najbardziej w nas Polkach zadziwia to, że np. o objęcie urlopem rodzicielskim matek I kwartału potrafimy walczyć do upadłego, ale już przy kłopotach z laktacją, poddajemy się bez walki… Dlaczego???
A ja ostatnio coraz częściej czuję, że muszę się tlumaczyc z tego że wciąż karmię!Ignacy ma 14 miesięcy
Prawda. Zwracasz uwagę na ważną sprawę, którą ja pominęłam
– "JESZCZE KARMISZ?!" – Tak, jeszcze karmię, bo dlaczego miałabym nie karmić?
To nie do końca jest tak, że mleko jest tylko w głowie, ale mi też to bardzo pomogło się dobrze nastawić od samego początku.
Pozdrowienia 🙂
oczywiście każdy przypadek jest inny i czasem dobre nastawienie nie wystarcza!ja miałam/mam to szczęście, że wystarczyło!nie krytykuję, nie oceniam niekarmiących mam!czasem to wszystko bardziej skomplikowane!pozdrawiam:-)
Hej!
Swojego Maksymiliana przestałam karmić,gdy ukończył rok i osiem miesięcy. Gdybym mogła, pewnie nadal bym karmiła. Za miesiąc przyjdzie na świat nasz drugi Syn. I jak dobrze, że przeczytałam Twoje dwa wpisy o karmieniu, bo choć człowiek wie, jakim dobrem jest mleko matki i jakie to naprawdę cudowne uczucie móc karmić, to teraz mi coś "odbiło" i miałam plan, by do szpitala wziąć puszkę mleka i w razie 'potrzeby"- dokarmić! Poddać się !Być może wzięło się to stąd, że tuż po porodzie Syn nie umiał ssać. Nikt mi nie pomógł w szpitalu-dziecko płakało dzień i noc. Potem już nie miało siły. Szybka wizyta na pogotowiu…itd. Jeśli tylko będę mogła -będę karmiła! Ha, mój lekarz rodzinny,zasugerował, by odstawić dziecko od piersi,gdy ono skończyło rok, bo jego zdaniem robiłam mu krzywdę(przywiązanie i te sprawy;żebym go tak przy sobie nie trzymała). Wybacz, jeden chaos ta moja wypowiedź, mam nadzieję, że jednak zrozumiała. Lidio- mam pytanie. Na zdjęciach widzę buty Gucio. Przymierzam się do ich kupna. Proszę, napisz, jak się noszą- czy np. nie farbują skarpetek? I czy wasze są z tym "systemem osiowego zginania"? Pozdrawiam z Bartoszyc.Jola
Gucie polecamy z całego serca, uczciwie. Nie wiem czy mamy z tym systemem. To chyba nowość. Pewnie zaopatrzymy się w nie na wiosnę 🙂 Skarpetek nie farbują nic, a nic 🙂 W środku nie są kolorowe 🙂 Trzeba tylko uważać jak się je pierze jeśli mają zachować zewnętrzny kolor – lepiej ręcznie 🙂 Mi się nie chce, więc piorę w pralce 🙂
A co do karmienia – co za durny lekarz odradzał Ci więź z dzieckiem?! ech … Z tego, co rozumiem, poradziłaś sobie i tego Ci gratuluję! tak trzymaj! 🙂