Yet 2gether

20 lutego 2014

Bikini, surfstajl & MLEEEKO

20 lutego 2014

GNóJ w BLOGOSFERZE

20 lutego 2014

Narażę się? Nieeeee. Bo kto ma zrozumieć, ten zrozumie i się pod tym podpisze. Poza tym, zamiast upatrywać tu ataku na kogokolwiek, potraktujcie ten tekst jako WYMÓWKĘ:) Od wzmożonej aktywności na profilach typu „matki-blogerki”, „olsztyńskie blogerki” czy po prostu „blogerzy”, od jeżdżenia na wszystkie możliwe spotkania blegerów, od komentowania „na wymianę” postów innych blogerek, a także od tego, że po 2-óch dniach zachęcania Was do głosowania na Extremamę w konkursie Blog Roku 2013, przestałam o tym nawet myśleć. Nie wiem jak Wy, którzy to wszystko robicie, ogarniacie te „blogerskie obowiązki” i jeszcze żyjecie w tzw. realu.


Nie będę tu zamieszczać rozpiski godzinowej naszego przykładowego dnia. Dość, że napiszę, że zwyczajnie nie mam czasu, choć wielu z moich znajomych, na czele z ex-Kotem, uważa, że mam „jobla” na punkcie Facebook’a i mogłabym nic innego nie robić, tylko siedzieć przy kompie i „lajkować”, komentować, udostępniać, a do tego pisać, obrabiać zdjęcia, montować i wrzucać na YouTube. Otóż nie. Najchętniej nie robiłabym tego wcale. Jednak jak się powiedziało „A”, trzeba powiedzieć „B”. Skoro jestem mamą, do tego mamą blogerką, tudzież vlogerką, skoro zrezygnowałam z zajęcia, które przez ostatnie 7 lat mnie utrzymywało, po to, żeby być z Zachariaszem…, nie mogę tego, co robię teraz, robić „na pół gwizdka”. Nie mogę i nie chcę. Wierzę, że przyjdzie jeszcze taki czas, kiedy spojrzę na siebie, może nawet spokojnie wezmę prysznic, bez pośpiechu, albo przygotuję obiad nie na raty. Teraz jednak liczy się czas z Z i relacje z naszego życia – video, audio, pisane. To mój/nasz świat.

I choć ROBIĘ SWOJE (ci, którzy czytali post o EXTREMAMIE powiedzą, że się powtarzam:D) i wierzę w każdy mój ruch, czasem robi mi się źle…, a może niedobrze? … Jak słucham albo czytam o porachunkach BLOGEREK, szczególnie PARENTINGOWYCH, aż trudno mi uwierzyć, że te żmije są jeszcze w stanie wychować dziecko w atmosferze pozytywnych emocji i radosnego nastawienia do świata. Nie dziwi mnie wcale fakt, że HEJTING jest na porządku dziennym wśród nastolatków, co także łatwo zaobserwować wśrod nastoletnich blogerów. Mają naprawdę piękny przykład w swoich mamusiach. Nie mówię, żeby pisać tylko dla siebie, żeby wypierać się chęci zarabiania na blogu kasy, żeby do wszystkiego dorabiać ideologię. Myślę jednak, że wszyscy bylibyśmy zdrowsi, gdyby tyle żółci nie lało się na wszelkich blogerskich profilach na FB i pewnie jeszcze w wielu innych miejscach, których nie odwiedzam. Gwoli ścisłości – nie robię tego, bo nie mam czasu i w sumie … nie interesuje mnie to. Normalnie całkiem szczerze Wam tu piszę – kompletnie nie rozumiem tego wyścigu, tej chorej rywalizacji, beznadziejnej postawy „sama nie mam, to ktoś inny też niech nie ma!”. Bleeeeeee! Wiem – świat byłby nudny, gdybyśmy wszyscy byli tacy prawi, kulturalni i ogarniali swoje sprawy najlepiej, jak umiemy, nie wpieprzając się w życie innych… I tak uważam, że za dużo syfu jest w relacjach między blogerami. Powód? Blog to dziś biznes. A w kraju, w którym każdy, jak twierdzi, ma za mało, biznesu pilnuje się tak samo jak … żony <?> albo bardziej.

Zgłosiłam się do konkursu na blog roku, bo nic nie stało na przeszkodzie i zajęło mi to 2 minuty. Nie zastanawiałam się co będzie dalej. Gdy kilka razy wrzuciłam na walla post zachęcający do głosowania, jeden ze znajomych wyrzucił mnie ze swojego grona przyjaciół na FB … 🙂 Niezły znajomy, co? Ale w sumie miał rację. Tak, jak mnie wkurzają ogłoszenia o chorych ludziach, zwierzętach czy wszelkie słodkie do mdłości statusy, tak jego denerwowało, że ma na wall’u „audiotele” czy jakoś tak. Taka magia „fejsa”. Spokojnie, wiem, że „Lajf is brutal” i kumam, że macie czasem potrzebę wrzucenia jakiegoś linku. To mój problem, że mam na FB mnóstwo znajomych, którzy powielają swoje linki czy statusy. Przewijam, nie wchodzę, nie klikam. Mój wybór. Wracając jednak do tematu – te konkursy są straaaaaszne. Mam spore wątpliwości czy zawsze oceniają faktyczną poczytność bloga lub jego jakość. Często to igranie na emocjach lub „konszakty”. Nie odbierzcie tego źle, jak zwykle generalizuję, ale znam kilka blogów, które we spomnianym konkursie przeszły dalej i są GENIALNE (Żuń – SZACUN! Delimamma – SZACUN!), jak i ich twórcy.

Właśnie opublikowałam jeden z pierwszych komentarzy, nazwijmy to, niezbyt pochlebnych mojej pisaninie. Typowy HEJTING, czytanie bez zrozumienia, chęć przyczepienia się albo kompleksy. Luz. Piszę bloga, wrzucam teksty do sieci…, jestem dziennikarką z krwi i kości, z głębi serca – od dawna liczę się z tym, że nie wszyscy będą mnie lubić. Przeżyłam mnóstwo „ciekawych” komentarzy pod moim adresem określających mnie np. jako „głupią lalę”, „połączenie Pipi Langstrumpf z Małą Mi” (to zdecydowanie mój ulubiony! – aż dziwne, że autor chciał mi nim dopiec, bo faktycznie mnie ubawił i bawi do dziś!:D) albo najróżniejsze „mądre” teorie na temat mojego „lansu na stalkera”. Nie powiem, że całkiem po mnie „spływają”, ale już się nimi nie przejmuję tak bardzo. Ba! W sumie aktualnie nawet ich nie czytam. Z braku czasu oczywiście. No i szkoda mi prądu na stres. Z drugiej strony, zastosowanie ma tu niestety zasada – nieważna co mówią, ważne, że mówią … lub, w tym przypadku HEJTUJĄ.

Nie lubię BLOGOSFERY, bo zapomina z czego się wywodzi. W sumie nigdy nie robiłam żadnych badań na ten temat, ale dla mnie logiczne jest to, że blog to internetowy pamiętnik. DIARY w necie 🙂 Wiadomo, że nowoczesne technologie i możliwości mocno te nasze pamiętniki zmodyfikowały, jednak zasada wciąż jest ta sama – piszesz o czymś, co jest dla Ciebie ważne, co Cię kręci, no i kolejna zasada – MIEJ WYJ****E, A BĘDZIE CI DANE (kto mi to powiedział ostatnio?!). Tłumacząc na cenzuralny język – należy po prostu ROBIĆ SWOJE. Moim zdaniem to w ogóle dobra zasada na życie …, nie tylko blogera, ale też biznesmena na przykład. Wcale nie interpretuję jej tak, że należy wszystko „olewać”, a gloria czy glamour same przyjdą. Wręcz przeciwnie – działaj! po swojemu! nie krzywdź innych, ale kręć się swoimi zajawkami! i tak jak wierzę, że DOBRO WRACA, tak wierzę, że sumienna praca i pasja ZAWSZE przynoszą obfite plony. Może nie od razu, ale po …, idźmy tą metaforą, … skutecznym NAWOŻENIU 😉 Porządny GNÓJ zawsze ktoś gdzieś zwącha! 🙂 Ha!

P.S. Organizuję właśnie (razem z KAROLIBU oraz NISZĄspotkanie BLOGERÓW < :DDDDD> w Olsztynie! Ktoś chce dołączyć? 🙂 Taaak, mamy apetyt na dobry lunch w Cafe L’Art de Vivre oraz kilka gadżetów od przyjaznych blogerom firm 😛 Nie no, tak naprawdę, robimy warsztaty, a że gadżety zwykle się jakoś znajdują … 🙂

* gnój  – stałe i płynne odchody zwierzęce, zmieszane ze ściółką, używane do nawożenia gleby, zob. też obornik (Wikipedia)

14 comments

  1. Jak mówił Otto von Bismark, kanclerz Rzeszy : "w polityce nie ma przyjaciół". Obecnie można to odnieść do wszystkich dziedzin życia – polityki, biznesu, pracy, blogosfery. Z pomocą przychodzi tutaj matematyka – umiesz liczyć, licz na siebie. Tylko spokój nas uratuje, zatem hangloose. Rób co robisz, bo robisz to dobrze, choć z rzadka się zatracasz – to mówiłem ja, exKot ;p

    1. o rajuśku, a skąd Ty wiesz co mówił Otto?! 😉 wow! Ja mniemam, że mam przyjaciół, tylko zdecydowanie nie tylu ilu kiedyś chciałam mieć 😉 – także w blogosferze.

      Gwoli ścisłości – Kochani moi Czytelnicy – nie mam tu na myśli konkretnie "hejtowania" mnie czy extremamowych pomysłów. Chodzi mi raczej o to, że zaczynam się blogosferą brzydzić czytając te "dialogi" i wulgaryzmy. To po prostu strasznie głupie. Zamiast pisać bloga, kłócą się np. na fb,, ugh

      Dzięki Kot za komenta 😉 Howgh!

    2. ja się zastanawiam jak to jest – na fb oczy by wydrapały jedna drugiej, bo sobie głupich lajków zazdroszczą, a na blogasku cukier puder, jednorożce i tęczowe rzygi, w takim razie gdzie są autentyczne? A może cierpią na rozdwojenie jaźni?
      Dobrze mówisz, nie ma co się oglądać na resztę, trzeba robić swoje.

  2. Takie Twoje posty rozkminkowe, prosto z serca, bez większego zastanowienia są najlepsze. Super się je czyta i można odnieść coś do siebie. Po prostu słowa same Ci się piszą. Nic nie poprawiasz, nie zastanawiasz się długo, bo to siedzi w Twojej głowie i chcesz się tym z nami podzielić. A ja zawsze chętnie czytam co siedzi w Twojej głowie, bo to same mądrości życiowe 🙂 Pozdro 🙂
    P.S. Chętnie bym przyjechała na spotkanie, ale w związku z nową pracą, nie wiem czy ogarnę 🙁

  3. Blog,vlog,internetowy pamiętnik jak zwał,tak zwał piszę ( z permanentnego braku czasu rzadko ale jednak ) nie dla poklasku ,nie dla glorii i chwały ale dla spokojności 😉 ducha że jak mnie coś męczy ,dręczy,cieszy ,boli to przepraszam za kolokwializm ale wybebeszam się w konkretnym temacie szczerze ,może i czasami bezpardonowo ale nie po to żeby komuś dopiec ot tak dla zabawy a najczęściej po to żeby zmusić kilka albo może trochę więcej osób do myślenia ….kiedyś ktoś mi napisał w mailu …ludzie nie będą czytali Twojego bloga bo ludzie lubia rzeczy łatwe,lekkie i przyjemne do przełknięcia i mentalnie nie są gotowi na to żeby wchodzić w dyskursy na tematy mało popularne….lepiej pisac o przysłowiowej doopie Maryni i mieć z sześc setek obserwatorów niż ….eh a ja znowu swoje -dobrze że piszesz ,zawsze czytam ,nie zawsze komentuje .Apropos spotkania…..jestem chętna …gdyby ktoś pytał,wezmę zabawki dla maluchów ….albo Rubbaśki flokowane albo Voila drewniaki 🙂

  4. o gapa 🙂 a ja myślałam że to świeży post 😀 no tak ale to wyłącznie przez to że już prawie świt 🙂 nauczka …następnym razem patrz babo -( do mnie ) na daty 😀

Leave a comment