Noooo, to dopiero była podróż! Ponad 20 godzin w autokarze pełnym dorosłych i …młodych dorosłych jadących na urlop w Alpy! Ba! W autokarze pełnym snowboardzistów! Trauma? Nic podobnego. Raczej ciekawe, pouczające doświadczenie. Po tej podróży i tym tygodniu we Włoszech, mój syn wyraźnie wydoroślał, otworzył się na nowych ludzi i sytuacje. Czasem mam nawet wrażenie, że zmienił mu się wyraz twarzy…, spoważniał.
Jak to możliwe, że długa podróż autokarem z 16-miesięcznym wrażliwym dzieckiem nie okazała się frustrująca, dołująca, zniechęcająca? Już opowiadam. Otóż – po pierwsze – na pewno w takich sytuacjach procentuje nam fakt, że Zac „bywa” od 3-ciej doby życia. W różnych miejscach, z różnymi ludźmi, przy różnym świetle i dźwiękach. Stąd obce są nam na przykład problemy z zasypianiem. Moje dziecko zasypia, gdy jest zmęczone i już. Myślę, że każde może się tego nauczyć… Jeśli tylko mama, tudzież tata, ogarną temat wcześniej. No bo jeśli stresuje się mama, a tata jest roztrzęsiony, to dziecię wyczuwa, że „coś nie gra” i ma przyzwolenie lub powód, by lamentować, marudzić, okazywać niezadowolenie. Ja się naszymi wyjazdami cieszę, więc raduje się też Zac. Jak w każdej sytuacji, dobrze jest zacząć od samego siebie, a będzie to promieniowało na innych. Ha! Taka jestem mądra.
Autobus wyruszył przed 17-tą, z Warszawy, spod Pałacu Kultury i Nauki … Wiadomo jak to jest, gdy jedzie ekipa luzaków … Niektórzy zerwani ze smyczy, inni bez hamulców ot tak… Liczy się czill…, no i jeszcze bounce & party. Czasem, dla niektórych liczy się jeszcze RIDE! 🙂 Nie no żartuję…, ale generalnie trzeba się liczyć z imprezką – jeśli wyjazd/ekipa nie jest typowo rodzinno-dzieciowa (choć w sumie z dziećmi w liczbie mocno mnogiej dopiero mogłoby być imprezowo:D). Tak czy siak, całkiem nieźle rozłożyło się to czasowo, choć przyznaję, nie byłam idealnie do tej podróży przygotowana. Właściwie nie wiedziałam czego sie spodziewać. To chyba dobrze, bo nic nie zwaliło mnie z nóg i nie straciłam czujności. Dzięki temu Zac i ja bawiliśmy się przednio, choć ja dojechałam do Livigno skrajnie niewyspana. Ten szczegół jest do dopracowania:)
Zachariasz zasnął dosyć wcześnie. Najpierw zbajerował jedną blondynę o imieniu Ardian (tak, to nie jest literówka:D), pokazał jej swoją terenową Toyotę :), następnie zwiedził sąsiednie siedzenia oraz uderzył na tył autobusu, żeby przybić „low5” kilku ziomkom. Tak, moje dziecko nieco wędrowało podczas jazdy autobusem. Niebezpieczne? No jasne!, ale spróbujcie utrzymać dziecko w foteliku przez tyle godzin. Good luck! Zatem oczy miałam dookoła głowy, choć przy takim zmęczeniu nie było to najprostsze. W końcu dziecię me zasnęło … Było to przed tzw. „przystankiem na dobranoc”. Stąd zęby myłam potem w autobusie … do butelki! 🙂 (Dzięki Ci Arku za pomoc :* ) Luz! Nawet płynem micelarnym potraktowałam pyszczek, więc kondycja do zasypiania jak najbardziej wporzo 🙂 … Tyle, że reszta autokaru szła spać później niż Zac …, więc około 23-ej rozległ się głos Pauliny (pilotki SNOW MOTION) do mikrofonu…, zapaliły się światła w autobusie, zapanował ogólny harmider postoju …, wspomnianego „przystanku na dobranoc”. Ugh! Tego podczas kolejnego wyjazdu nie będzie! Robimy wyjazd nie tylko zajawkowy, ale także rodzinny i jeśli trzeba będzie coś komuś przekazać, gdy dzieci śpią, zrobimy to osobiście, bez hałasu. Da się. Tak myślę. Zac i tak dzielnie ogarnął. Obudził się chyba dopiero rano tak na dobre. Nie pamiętam dokładnie…, bo sama ledwo kontaktowałam, choć w sumie nakręcał mnie fakt, że za chwilę będziemy w górach:) (na tyle, że poszłam spac dopiero wieczorem:D).
Na początek galeria na FB – jeśli macie swoje foty – to do uczestników wyprawy – wrzucajcie linki w komentarzach albo ślijcie na extremama@gmail.com 🙂
Howgh!

















I co ważne podczas tej wyprawy niczego nie zostawiłaś, tudzież zgubiłaś 😉
eeee, jedno autko się zapodziało 🙂 poza tym, nie mam jednej walizki, bo jest u znajomych w firmie … jak ją rozpakuję, to się okaże 🙂
No, a tak serio… to czekam na kolejne odcinki, bo świetnie się czyta Twą opowieść 🙂
Ja to normalnie cie kocham ! I podziwiam zawsze i wszędzie. Nasza podróż do Francji to pikus przy waszej 😉 Blankowa matka :*
a co Ty tak anonimowo?! 🙂 dzięki darl :*
Po prostu podziwiam! Ja po półgodzinnej jeździe samochodem z Julka i Szymkiem mam dosyć… 🙂
pozdrawiam
Ola
Fajne.Inspirujące rodziców.Nie moge doczekać się lata..
pzdr Anett
lata?! najpierw mamy hangloose'ową zimę, potem wiosnę – także w Livigno, dopiero potem lato – także z nami – na deskach! 🙂 zapraszamy!
hangloose.com.pl