Myślałam o tym, żeby ściąć włosy od baaaardzo dawna. Długo przed tym, zanim zaszłam w ciążę nawet. Jednak moje surferskie piórka bardzo mi były na rękę z praktycznych przyczyn, no i stylówce odpowiadały. Spędzając sporo czasu nad wodą i w ogóle uprawiając sporty, wygodnie było móc w każdej chwili włosy po prostu związać. Zacnie też wystawały spod czapki, także latem, gdy po wake’u w chłodny dzień nie chciałam się przeziębić. To były argumenty przeważające, dlatego tak długo miałam …długie włosy.
„Toż to tylko włosy! Weź się kobieto uspokój! O czym tu pisać?!” – powiecie, a raczej część z Was. Pozostali, a może w dużej części pozostałE, rozumieją, że włosy, a szczególnie tak diametralna zmiana fryzury, wizerunku, idą w parze z przemianą wewnętrzną. Nie ścina się włosów ot tak. Przynajmniej ja tak nie mam 🙂 Tym razem potrzebowałam sporo czasu, zanim zdecydowałam się pożegnać „surf style” na rzecz „mama style” albo nawet „tv mama stajl” 🙂 O co kaman?
Mianowicie… szlag mnie trafiał codziennie, gdy nosiłam je związane/spięte na czubku głowy, bo tak najwygodniej przy Zaczku, który gdy tylko jakieś pasemko frywolnie opadało, ciągnął za nie z całej siły. Na romantycznie urocze, plecione fryzurki nie mam czasu, ani cierpliwości, więc pożytku z tych moich długich kudłów ostatnio nie było dużego. Na wake’a jeżdżę, ale rzadko, bo są ważniejsze sprawy albo nie mam z kim (a sama z Z nie pojadę przecież), stąd argument surferski także ostatnio upadł. Do tego jakoś tak dobrze mi z tą „mamowatością”, z tym, że Zac wyssał ze mnie trochę ciałka i wysmuklałam jakoś tak całkiem przyjemnie, a takiej sylwetce dobrze ze zgrabnym, krótkim cięciem. No i ważna sprawa – wracam do pracy – to tu, to tam. Coraz częściej jeżdżę na zdjęcia i dużo lepiej wiem jaka chcę w telewizji być. To, że chcę w niej być, wiem na pewno. Tak długo, jak długo jeszcze wytrzymam w tym kołchozie 🙂 No i ten argument przeważył. Krótkie, dobrze ścięte włosy wyglądają na ekranie doskonale, dużo lepiej niż długie, wijące się we wszystkie strony. Doszedł jeszcze kuszący element zaskoczenia – nowa Lidia to ciekawa Lidia 🙂
Plan był taki – tniemy z długości, tak do połowy szyi, no i podcinamy grzywkę nad brwi. Tyle, że to był mój plan. No i trochę też plan Kota, który nie chciał, żebym ścięła włosy za krótko. Plan Mistrza Świata we fryzjerstwie – Andrzeja Matrackiego (swoją drogą, w przepięknej, wylansowanej koszuli nie pamiętam jakiej marki) – był bardziej radykalny…, a może to wcale nie był plan? 🙂
Andrzej i Paweł Matraccy strzygą, stylizują i …leczą. Dobrze wiem, co piszę. Ich mistrzowskie tytuły i fakt, że Andrzej jest szkoleniowcem kadry fryzjerskiej Tajwanu to jedno. Drugie i równie istotne jest to, że chłopaki mają swoją zaczarowaną bajkę, do której chętnie wpuszczają co bardziej podatne na czary osobniki. Ja wchodzę do tej bajki przy każdym spotkaniu z nimi. Lepiej znam Andrzeja. Ba!, to z nim i jeszcze kilkoma innymi znanymi fryzjerami jadłam pierwsze w życiu mule przy Champs-Élysées w Paryżu, kiedy kręciliśmy tam reportaż z rozdania tzw. „Oskarów fryzjerstwa” Intercoiffure Mondial. Tymczasem podczas realizacji odcinka video bloga u Matrackich tym razem, Paweł wykazał się nie mniejszą fantazją niż jego starszy brat (obiecuję zrobić making off’a z tego filmowania:))
W każdym razie, wracając do mojej głowy, dałam się Andrzejowi zbajerować i wyszło, jak wyszło. Po wykładzie na temat stymulacji cebulek włosowych, po myciu i relaksującym odżywieniu, na fotel, pod brzytwę, zasiadłam zaiste skołowana i gotowa na wszystko, pełna zaufania do mistrza nożyczek 🙂
W międzyczasie okazało się, że mistrz ogarnia także reżyserię i sztukę operatorską :D, bo ustawiał Martę moją – bejbisitterkę/pamagierkę – odpowiednio do światła, do granej akcji, co by widać było wszystko „w kamerze” jak należy. Mogłam się skupić na gapieniu się w lustro albo ogarnianiu wszędobylskiego Zaczka (te dwie czynności razem oczywiście ciekawie współgrają ze sobą). A włosy opadały na ziemię…, opadały…
No i przyszedł ten moment szoku! O fak! Jakie ja mam krótkie włosy!!! I ta myśl – „nie ma już odwrotu!”. Wiedziałam jedno – nawet jeśli za krótkie w porównaiu z moją pierwotną wizją, na pewno moje włosy będą bardzo dobrze ścięte, w sensie ostrzyżone. Po mistrzowsku!
Kiedy myślałam, że to „już”, Andrzej jeszcze docinał, coś majstrował, żeby było tak… IDEALNIE jak jest 🙂 Serio. Przyznaję, że siedząc jeszcze na fotelu przestałam w pewnym momencie się widzieć. Patrzyłam w lustro, a nie widziałam Lidii. Po powrocie do domu, robiłam sobie zdjęcia i wciąż nie widziałam jak wyglądam. Andrzej, niczym troskliwy lekarz, zadzwonił po południu i zapytał, jak się czuję! Kto jak kto, ale on rozumie, że taka zmiana wizerunku, to szok i potrzeba czasu, żeby się z nowym swoim „ja” oswoić. No i oswajam się, a raczej już JARAM SIĘ:)
![]() |
| a tak się układają tylko po wysuszeniu:) – zacnie, hę? 🙂 jeszcze lepiej wyglądają rano, po wstaniu z łóżka 🙂 |
BTW krótkie włosy noszą ostatnio piękna i ostra Aga Szulim, Magda Kumorek w „Przepisie na życie”, zdolna i wyjątkowa Marcelina Rozmus – szefowa MANA MANA . Wpisuję się zatem w aktualne trendy z dziką przyjemnością 🙂
Relacja video na Siostrze Ani, a wcześniej wrzucę na YT jakieś making offy pocieszne 🙂 Stay tuned!












No proszę nawet nie wiedziałam, że i moje Cięcie jest na czasie i się wpisuje 😉 Zmiany zawsze są na plus.
szalona 😀
sama bym chętnie wskoczyła pod takie nożyczki 🙂