GUCIO shoes & extremama COoperation!

12 lipca 2013

Rozkminka KSIĄŻKOFILA

12 lipca 2013

plażówka, wyżerka i śpiew, TUDZIEŻ, plażing, lajfing & kibicing

12 lipca 2013

Myślę i myślę … jak opisać miniony tydzień (nie ten, prawie miniony, a ten miniony całkiem … prawie tydzien temu:D)…, żeby nic mi nie umknęło, żebyście poczuli co i jak cudownie się działo. Nie wiem czy mi się uda. Znając moją niecierpliwość (choć jest już ostatnio nieco mniejsza), w ferworze rozemocjonowania, nie opiszę nawet połowy tego, co powinnam lub co chciałabym. Ale co tam… Niech będzie, jak zwykle, po lidiowemu 🙂

Mistrzostwa Świata w siatkówce plażowej w Starych Jabłonkach MAZURY 2013 … przeszły do historii. Łezka mi się w oku kręci, jak pomyślę, że takiego wydarzenia już na Mazurach, ba! w Polsce, nie będzie. Inna sprawa, że to ogromna motywacja, żeby zorganizować coś INNEGO, również interesującego i z duszą, bo tak samo na pewno nie będzie. Właściwie na razie nie umiem pisać o Starych Jabłonkach w czasie przeszłym…


Uwielbiam ten jabłonkowy klimat jeszcze w tygodniu poprzedzającym turniej … Niby jeszcze nic się nie dzieje, a już wszystkich wszędzie jest pełno. Dzięki temu, że Kot współtworzy ten turniej, no i, w miarę możliwości, mimo pracy, jest z nami na każdym kroku, obserwuję jak powstaje coś wyjątkowego, coś, czym będzie żyło około lub ponad 100 000 ludzi przez cały tydzień. Potem przyjeżdżam już w poniedziałek – pierwszy dzień turnieju, kojarzę co, gdzie stoi i dlaczego… Czasem nawet znam anegdoty dotyczące np. ustawiania na placu boju wielkiego TIR’a-kuchni, który był holowany przez … mały traktorek 🙂 Lubię „worldtourowe” poniedziałki, bo wtedy jest jeszcze w miarę spokojnie, choć czuć już w powietrzu co tam się święci. Przyznaję, że w tym roku, poniedziałek był mniej spokojny, niż w latach poprzednich, ale i ranga imprezy wyższa i bardziej motywująca kibiców do pojawienia się już na początku tygodnia. Pojawiłam się i ja … z Zac’iem ma się rozumieć 🙂 Trudno mi chronologicznie opisać co robiliśmy, co zdarzyło się po raz pierwszy w życiu mojego małego synka, jakie pyszności jedliśmy, kogo spotkaliśmy … Ten mistrzowski tydzień dzieli mi się na dwie fazy – wakacyjną i pracującą, choć ta pierwsza mocno była zabarwiona umawianiem, dokumentowaniem, pisaniem scenariusza itp. czyli tak naprawdę ani przez chwilę nie wyłączałam czujności i nie oddałam się beztroskiemu klimatowi Mazur. Noooo, może trochę było tak w poniedziałek właśnie, bo jeszcze chodziłam jak „dziecko we mgle” otumaniona jabłonkowym blichtrem.

KOt na posterunku
Fijałek/Prudel w akcji

PRESS ROOM

Robert El Gendy i jego gość w studiu TVP

Słowa uznania należą się WSZYSTKIM, którzy tę imprezę zorganizowali, bo, przynajmniej na zewnątrz, wszystko działało jak w zegarku. Na pewno nie wymienię tu każdego z nazwiska i z osobna, ale kilka osób lub zdarzeń na tyle zawładnęło moim sercem, że chcę o nich napisać.

Przede wszystkim DZIĘKUJĘ kucharzom, mistrzom kuchni i kuchcikom z Restauracji Mistrzów. Cała ekipa, na czele z Darkiem Strucińskim, Jarkiem Uścińskim, Karolem Okrasą (wymieniam tych, bo ich znam najlepiej :D) dogadzała nam codziennie i ot tak. Jak wiadomo, większość wielkich wydarzeń nie byłaby kompletna i udana, gdyby nie dobra kuchnia. Dlatego Restauracja Mistrzów usytuowana w samym centrum siatkarskiego raju była istotnym miejscem na mojej codziennej drodze wakacjowicza i redaktora. Ba! Sam Mistrz Uściński nakładał mi kaczuchę na talerz:) Zac także nie narzekał pałaszując chudziutki, delikatny schabik z polecenia Mistrza Okrasy. Mnóstwo było tam pyszności i jak łatwo zgadnąć, dopiero po powrocie do domu docierało do mnie, że przyjęłam całkiem niezłą dawkę glutenu w postaci niebiańskiego penne z serem pleśniowym, śliwkami i pestkami dyni – WHAW! Cudne było też to, że gdy po porannym „lajfie” do Jedynki, odzyskiwałam świadomość, przede mną lądowało śniadanie w postaci jeszcze ciepłych croissant’ów lub pychowych chlebowych koreczków. A do tego jeszcze obłędna kawa od Pana Mariusza z Kenwood/DeLonghi … Nooooo, to było COŚ. Aaaaaaa, no i Pieter – wyluzowany kolo z RPA – no, WHAW! O nim napiszę przy okazji postu o „Książce pod żaglami”, bo w 2-gim odcinku wystąpi między innymi tenże szef gastronomii Hotelu Anders.

Restauracja Mistrzów … w rzeczy samej

Mistrz Uściński … – wszystko w normie 🙂

Mistrz Okrasa i jego mała Okraska

Skoro nie chodziłam głodna, mogłam skupić się na istocie wydarzenia czyli na siatkówce i mojej pracy. Cały czas był ze mną Zac, który jest oczywiście mistrzem w absorbowaniu uwagi, ale była też Gosia i Wujek Orłoś. To był swoisty chrzest bojowy dla nich i Z, bo ja zwyczajnie potrzebowałam ich pomocy. Mimo, że Z wzbudza powszechny zachwyt, niestety nie mogę go mieć na rękach w każdej minucie swojej pracy. Na szczęście, okazało się, że ciotka i wujek całkiem nieźle temat ogarniają i naprawdę mogłam się skupić na niekończących się poprawkach w scenariuszu. Takie „lajfy” to praca wymarzona, bo „NA ŻYWO”, no i dla TVP1. Wariactwo totalne, bo w tym tłumie ludzi, z przeciążonymi sieciami komórkowymi trudno było się z kimkolwiek umówić. Jednak udało się! Najfajniejsze jest to, że niektórzy z moich gości faktycznie przejęli się występem i sumiennie spełniali moje prośby. Jeszcze milej mi było, gdy Artur Siódmiak i Damian Michałowski z zaangażowaniem, przez 20 minut tańczyli zumbę … „na żywo” w TVP1!!! Wszystko z uśmiechem na ustach i stosownym dowcipem. Dziękuję!

Robert El Gendy, Vladimir  Grbič

Vladimir Grbič
nad jeziorem Szeląg Mały – debiut Z na antenie TVP1 „na żywo”
Z Anią Matusiak nad Małym Szelągiem 

Wśród wielu dobrodziejstw i pomysłów podczas mistrzostw, moim sercem zdecydowanie zawładnął Kid’s Camp! Autorka pomysłu – Ola Misiak, niezwyciężony Dj Ucho, znani i lubiani siatkarze światowej sławy oraz gromadka dzieci w różnym wieku. Siatkarze po zejściu ze swoich boisk, w zetknięciu z dziecięcą wrażliwością i autentycznością są jeszcze lepsi, zdolniejsi, bardziej sympatyczni, a nawet przystojniejsi:) Grzesiek Fijałek, Michał Kądzioła, Kuba Szałankiewicz – THANKS A LOT! A jak Zac zaczął „biegać” za piłką i usiłował ją przerzucić przez siatkę, zwariowałam z radości i wzruszenia. Cuuuuuudnie!

tak, to jest Sebastian Świderski 

Zresztą KID’s Camp, Grzesiek Fijałek, Kądziu i Szałankiewicz także dali radę w naszym „jedynkowym” wejściu – pogodnie, rzeczowo, wakacyjnie – to było COŚ! 
Aaaaaaa, no i jeszcze Robert (Sharif) El Gendy! Niby taki skromny dziennikarz sportowy, mrówka pracowitka taka…, ale w TVP1, w rozmowie ze mną – ZWIERZAK telewizyjny! Zwykłe pogawędki o siatkówce i rodzinie z Robertem przybierają postać umiejętnie wyreżyserowanych show. Do tego ta niecna próba wrzucenia mnie do wody (pomysł Roberta i światowej sławy serbskiego siatkarza Vladimira Grbič) …. Nie wrzucili mnie tylko dlatego, że myśleli, że mam potem jeszcze kolejne wejścia:) Nawet mikroport mieli w planie mi zabrać przed tą spontaniczną kąpielą:) Łobuzy!
Jedynkowe „lajfy” z moją olsztyńską ekipą, pod okiem rzeczowej Kasi Nazarewicz, w towarzystwie przekochanej Ani Matusiak to była POEZJA! Jak ja kocham tę robotę! Nie było łatwo, ani idealnie według planu …, ale przecież właśnie tak miało być! Realizator i operatorzy obrazu pokazali kunszt na najwyższym poziomie. Git!
No i organizacja… Biuro zawodów – szacun! Tomasz D – szacun! Wolontariusze – szacun! Wszystko dało się załatwić, jeśli była taka faktyczna potrzeba. Worldtour tv – klasa i zaangażowanie na profesjonalnym poziomie. PRESS ROOM z szefującym Sławkiem Rykowskim – wszystko działa i jest na miejscu! 
Nie sposób nie wspomnieć też o CROWD SUPPORTERS czyli Michale i Dj’u Ucho. Po raz pierwszy Ucho na boisku i przy mikrofonie nie był sam. Jak to pięknie wyszło! Niby zdania są podzielone, ale moim zdaniem to była mistrzowska precycja – tajming, pomysły, energia, muza! Nie jest łatwo prowadzić imprezę, którą rządzi telewizja, a bierze w niej udział taaaaki tłum ludzi. No i B-QLL… Zresztą, zobaczcie sami!  Jest HIT, jest zabawa, jest praca na trybunach 🙂

A Zaczek? To był dla niego piekny i intensywny tydzień, a ja wróciłam jeszcze bardziej zakochana w moim małym synku. Pierwsza szalona kąpiel w jeziorze – SZAŁ! Wspomniane obiadki u Mistrzów Kuchni i trening z mistrzami siatkówki… Jak Z się zmęczył, zasypiał … np. w połowie meczu o 3-cie miejsce mężczyzn, po to, by obudzić się w połowie finału! Oczywiście na trybunach, wśród 9 500 kibiców! Najs! No i odkąd zasiadł na trybunach po raz pierwszy … co chwilę klaszcze! każdego ranka i wieczorem przed zasnięciem 🙂

Odsypialiśmy ten tydzień do wtorku. Wszyscy – Kot, Zac i ja. Zac się troche przestawił i zasypia przed 22-gą, ja właśnie padam, bo zmogło mnie przeokrutne przeziębienie – bleee! – no i katar okrutny przejął już Z. Jednak ten tydzień pozostanie w naszej pamięci na zawsze. Kto wie, może na Z miał wpływ większy niż mi sie teraz wydaje?

Stare Jabłonki – RISPEKT!

I jeszcze podsumowanie na stronie organizatora – TU
Relacja foto m.in. TUTU i TU.

6 comments

  1. hej! za rok, za dwa nie będzie już siatkówki w Starych Jabłonkach … – wcześniej to były turnieje pucharowe, teraz były Mistrzostwa Świata – uwieńczenie 15(chyba)-letniej współpracy … Co będzie za rok? Nożna plażowa? Tenis? Ręczna? We will see 🙂

    My też mamy blisko (z Olsztyna)- dlatego byliśmy tam codziennie 🙂

Leave a comment