Czyli nasz pierwszy wspólny Dzień Dziecka
Po drugie: zapasy, tudzież MMA z Marcinem (którego z „rajchu” przywiozła mi babcia jak miałam 6 lat! Od tamtej pory ma miejsce w moim pokoju)
Po trzecie: patataj!
Po czwarte: BABY z piachu
Po piąte: już wiem jak smakują stokrotki!
Po szóste: modły dziękczynne za tak wesoły dzień
Po siódme: bonus w postaci surferskiej sesji foto
Po ósme: no to śpię dobrze 🙂
Dzień Dziecka jest o tyle przydatny, że pomaga, jeśli ktoś ma z tym problem, skupić się na potrzebach dzieci i zastanowić się nad tym, co jest im faktycznie niezbędne, a co jest raczej naszym „widzi mi się”. I już 🙂
Za rok będzie jeszcze fajniej!
















nie no za te baby to macie ogromnego plusa 😀
nie ma zabawy bez dobrej, piaskowej BABY 😀
Zac nauczył się burzyć BABY grabkami 🙂 juppi!
to jest najlepsze 😀
zabawy w piasku są de best 😀
No to Marcin wreszcie się doczekał kumpla 🙂
noooo, jest obopólne zainteresowanie 🙂