JESTĘ BLOGERĘ a jakże!

24 marca 2014

NO COMMENTS ORDINARY DAY II

24 marca 2014

TATOWATOŚĆ

24 marca 2014
Fota stąd

 Ojciec Simby – Mufasa … Marlin – tata rybki Nemo … Lew Zumba – tata Alexa Madagascaru … – ojcowie prawie idealni – mądrzy, troskliwi, charyzmatyczni. Nieeeee, nie przeszkadza mi to. Powoduje jedynie, że beczę, wzruszam się i rozkminiam. Żeby nie było, że jedyne, co jest w stanie zmusić mnie do myślenia, to kreskówka! 😉 Te piękne opowieści bywają dobrym impulsem i pozwalają spojrzeć pod nieco innym kątem na rodzinę, odpowiedzialność, więzy i faktyczne uczucia.

Nie od dziś wiecie, że wychowuję samotnie mojego synka. Wiecie też, że jestem w dobrych relacjach z jego biologicznym tatą, który mieszka w Finlandii. Niezwykle bliski jest mi za to ex-Kot, z którym Zachariasza urodziłam. No właśnie. Biologii nie oszukam, ale życie pisze swoje scenariusze. Kto tak naprawdę ma prawo nazywać się TATĄ? Do kogo dziecko może się tak zwracać? A co, jeśli zacznie nazywać tatą kogoś, kto z punktu widzenia więzów krwi wcale nim nie jest? 
Dziecko powinno znać swoje korzenie i ma prawo do kontaktu z obojgiem rodziców. Oczywiście, że tak. Opieram swoje rozważania na kilku przykładach, nie tylko swoim własnym. Nie doszukujcie się więc konkretnych sytuacji z mojego życia, a raczej przemyślcie temat i podzielcie się proszę swoją opinią. Czym jednak są korzenie, jeśli biologicznego ojca właściwie nie ma, a zamiast niego jest ktoś, kto ma faktyczny wpływ na wychowanie danego małego człowieczka? Ba! Do tego robi to z naturalną miłością i zaangażowaniem?

Pewna uczona w rozwiązywaniu sporów osoba powiedziała mi kiedyś, że ojciec jest jeden „koniec kropka” i nikt inny nie ma prawa się ojcem nazywać, niż ten, którego geny posiadamy. Wydawało mi się, że to, co mówi, to jedyne słuszne podejście i nie zadałam sobie trudu, żeby przeanalizować ten temat po swojemu i według moich wartości. Dziś nie zgadzam się z tą opinią i świadomie uważam, że to indywidualna kwestia. Każda rodzina jest inna i każde dziecko ma inne potrzeby. Tak, wiem, każde dziecko potrzebuje obojga rodziców. Nie mam na myśli ograniczania kontaktów, ani „uszczęśliwiania” brzdąca „drugim tatą”…  Co jednak, jeśli ten „drugi” tak naprawdę od początku był „pierwszym”? 
Pewien doświadczony życiowo, i zapewne emocjonalnie, kolega powiedział mi ostatnio bez ogródek:”nieważne kto go zrobił, teraz znajdź mu ojca”. Nie brzmi to zbyt dobrze, przyznaję, jednak pozwala mi sądzić, że nie jestem jedyną osobą na świecie, dla której więzy krwi, tudzież geny, nie są wyrocznią, a na szacunek, także własnych dzieci, trzeba sobie zapracować (dzięki, Karolibu, za sformułowanie moich myśli<3). Kogo więc nam trzeba? 
Tata – to tylko wyraz – powiecie – a emocji się nie oszuka, więc co za różnica jak i kogo się nazywa? Nieprawda – odpowiem – w tej sytuacji nazewnictwo ma znaczenie i nie jest byle jakim słowem, którego można używać lub nie. Nie można być tatą prawie lub w połowie – bycie tatą to termin 100-procentowy. Nie ma do niego definicji (nie mam na myśli biologicznej), bo pisze je na bieżąco życie. Jest ich więc mnóstwo. A dziecko nie powinno mieć tuzina tatusiów, tudzież raz móc tak kogoś nazywać, a za chwilę nie. 
Tata to ktoś, komu można zaufać, ktoś, kto kocha bezgranicznie i nie wstydzi się tej miłości, to ktoś, kto potrafi odpuścić, bo rozumie siłę uczucia, które łączy go z dzieckiem i wie, że nic jej nie osłabi. Tata to ktoś, kto bierze odpowiedzialność i z podniesioną głową ponosi konsekwencje. Prawdziwemu tacie nikt „tatowatości” nie odbierze, bo każdego dnia jest ona coraz większym motorem napędowym. 
Ot co. Wkurza mnie, że w naszym pseudo-nowoczesnym społeczeństwie wciąż trzeba uważać, żeby nie dać się stereotypom lub czyimś niespełnionym ambicjom. Oczywiście są sprawy, w których potrzebna jest opinia kogoś z zewnątrz, w których potrzebny jest dystans i rozważenie realnych „za” i „przeciw”. Zawsze jednak to my mamy ostatnie zdanie i podejmujemy ostateczną decyzję, nieprawdaż?. Wiecie o co mi chodzi? O to, że tacy jesteśmy nowocześni, a np. rodzina patchworkowa jest wciąż tematem niewybrednych plotek. Ochyda! 
Wiadomo co robić Kochani Czytelnicy, prawda? ROBIĆ SWOJE! 😉

Howgh! 

4 comments

  1. Fajnie, że poruszyłaś ten temat. Ja uważam, że tatowość zdecydowanie definiują czyny – czasami ten pierwiastek daje dziecku "ten drugi tata zastępczy", czasami dziadek, czasami jeszcze ktoś. W idealnym świecie każdy biologiczny ojciec powinien być też ojcem mentalnie, ale… no cóż, nie żyjemy w idealnym świecie i różnie to bywa.

    Masz rację, trzeba robić swoje i przejmować się swoim życiem, a nie tym co powiedzą inni. Grunt to znaleźć w życiu szczęście i dzielić je z właściwymi ludźmi.

  2. Tak się składa że ja i moja córa jesteśmy częścią takiej patchworkowej rodziny.Pablo nie jest ani ojcem Mariki ani moim mężem ….tak apropos naszego pseudo-nowoczesnego społeczeństwa …z moich obserwacji wynika że nadal (chociaż być może w mniejszym stopniu niż kiedyś ) sporo jest w tym społeczeństwie dulszczyzny i braku tolerancji ….sama tego wielokrotnie doświadczyłam ….ale nauczyłam się mieć to gdzieś i robić swoje 🙂 ….może tylko stałam się mniej ufna i mniej "wylewna" w stosunku do nowo poznanych ludzi 🙂 Tatowatość 😉 powiem tak w 100% nie zgadzam się z opinią że ojciec jest jeden i to wyłącznie ten którego geny nosimy to wg mnie diabelnie krzywdzące wobec wielu "przyszywanych" ojców którzy ojcami biologicznymi nie są za to niejednokrotnie pełnią swoją funkcje o niebo lepiej niż ww.Samo bycie biologicznym ojcem niestety nie wiąże się automatycznie z umiejętnością kochania i wychowywania dziecka to tak w dużym skrócie .Biologiczny ojciec Mariki niestety nie przekazuje jej żadnej wiedzy poza tą że fajnie jest mieć i wydawać pieniądze…:( czyli wychowuje materialistkę która w życiu jeśli nie uda nam się pokazać jej że świat nie obraca się tylko wokół mamony będzie nastawiona wyłącznie na konsumpcję ,za to Pablo czasami surowy tylko kiedy sytuacja tego wymaga stara się jej przekazać Marice te wartości które oprócz tego że tu i teraz będą jej pomagały to mam nadzieję sprawią że będzie dobrym człowiekiem w przyszłości :)…..

  3. Pięknie to ujęłaś"tato to ktoś kto bierze odpowiedzialność" Zdarzają się jednak tatusiowie, którzy bardzo ograniczają swoje role rodzicielskie. I co wtedy zrobić. A synkowie szczególnie potrzebuje męskiego wzorca i wsparcia. Ja uważam, że jeśli jest ktoś kto pełni rolę prawdziwego ojca, wspiera, pomaga, kieruje, uczy przykładem to nie jest tak istotna biologia, ale to co rozwinęło się w dziecka sercu i głowie poprzez miłość, naukę i poświęcenie.

  4. Witaj! Moim zdaniem dziecko może mieć dwóch "tatów". Dopiero kiedy zrozumie, że jest to dziwne, a przynajmniej inne od tego, co mają inni, będzie potrzebował wyjaśnienia. Zrozumie. Jesteś mądrą mamą, nawiązałaś z synem wspaniały kontakt. Z perspektywy mojej – psychologa – powinnaś odsunąć na bok frustracje z powodu oceny negatywnej społeczeństwa, które nas otacza. Bo powiedz – czy naprawdę tak to Cię obchodzi? Twojego, Waszego syna też nie będzie obchodziło, bo tak go wychowacie. A chwile zwątpienia czy frustracji (jak ta, która przyczyniła się do napisania tego posta) to naturalna reakcja, która tylko umacnia dotychczasowe stanowisko. Bo stanowisko powinno być tylko jedno: żyć po swojemu, jak napisałaś. Pozdrowienia dla Ciebie, dla Zachariasza i dla wszystkich, którzy są dla Was dobrzy. 🙂 Madzik.

Leave a comment