Mamy nowego psa. Hura!? Ech, nie jest to jednak takie oczywiste…
Boski … (noooo, wiadomka, Boski Lewandowski – nazwisko rodowe naszej rodziny zapewne już wkrótce – ależ by się tu pyszna dygresja wkraść mogła… :D)… jest baaaardzo psim psem. Po prostu. Tyle, że: Maciej mój najdroższy nigdy nie miał psa, żadnego, a znał dobrze chyba tylko Fokę, która psia nie była ani trochę, a ja od nastu lat żyłam z Foką właśnie, szczycąc się tym, że mój pies nie gubi sierści, nie rzuca się na obcych, mało szczeka, nie lubi wychodzić na spacery, a w restauracji siedzi pod stołem, jakby jej nie było… Ech, moja poczciwa … Chlip Chlip! 🙁
Tak, czy siak – nie ma Foki, jest Boski. Są też zatem kłótnie. Tu nie chodzi o zrzucanie winy na psa ot tak, ale o pomysł na wychowanie lub … jego brak. Przyznaję, że na „dzień dobry” poruszaliśmy się po omacku. Okazało się, że nasz przeboski Boski jest nie tylko uroczy, sympatyczny i przytulaśny… Bardziej dały nam sie we znaki jego: niesforność, brak obycia gdziekolwiek, zżeranie wszystkiego, co wpadnie mu do pyska na spacerze (tak, odchody pochodzenia nieznanego także, bleeee!), rzucanie się z radością na obcych, szczególnie na dzieci, ciagnięcie na smyczyy tak kosmiczne, że zaczął mi rosnąć lewy biceps, triceps i może nawet czworogłowy uda 🙂 Do tego ta sierść!!! Wszęęęzie! ugh! …
W każdym razie, okazało się, że potrzebujemy pomocy, jeśli chcemy uniknąć tragedii. Swoją drogą, Maciej był już bliski popełnienia zbrodni, gdy po raz kolejny pokłóciliśmy się o jego „zbyt zasadnicze” podejście do Boskiego. Pomogła Gosia nasza kochana . Choć oczywiście dużo pracy wciąż przed nami. Nami wszystkimi – Boskim, Maciejem i mną.
Gosię uważam za zaklinaczkę zwierzów. Stąd jej wskazówki są dla mnie na wagę złota. Szkoda, że nie mam więcej czasu dla Boskiego, ale naprawdę staram się, jak mogę. Maciej…no, on też się stara. Na miarę swoich możliwości, bo on nerwusek jest nieco 🙂 Chodzi raczej o podejście do sytuacji. Zatem teraz jak wychodzę na spacer, prawą ręką prowadzę wózek (thx God, że ma skrętne przednie kółka!), a w lewej trzymam smycz, tudzież piłkę na sznurku, na której wisi nasz wiecznie pełen energii futrzak.
że nawiązuję z nim kontakt poprzez szkolenie go, poprzez wybaczanie mu i jego uśmiech na mój widok…, właściwie na najmniejszy ruch w jego stronę. Jest niepoprawną przylepą. A jak on radośnie patrzy na Zaczka! Niech no tylko Zachariasz trochę podrośnie… 🙂








