Dżentelmen z natury czyli wychowuję go dla innej

30 czerwca 2016

Być gwiazdą, gwiazdą, ludzi fantazją … czyli marny żywot celebrytki

30 czerwca 2016

Dosyć tego hałasu czyli odkrywam swoje alter ego.

30 czerwca 2016

Adoptuję dziś psa. Ma na imię Kluska. A właściwie tak się nazywał do tej pory, w psim azylu. Jako mój pies Kluska zacznie się nazywać Lajla. Bo tak. To bardzo spokojny pies. Ma zadziora w oczach i zaczyna psotnie machać ogonem, ale generalnie lubi mieszkać na moich kolanach i mogę ją bez problemu nosić w torbie, gdy chodzę na zakupy. To psina, która na nowo uczy się ufać ludziom. Jest przestraszona, więc ja to szanuję i ograniczam sytuacje, które mogłyby ją stresować. Widząc mnie z Lajlą, Seba <idealna partia, wciąż do wzięcia;)> stwierdził niedawno „ten pies do Ciebie nie pasuje. Wygląda jak łasiczka…”. Otóż właśnie o to chodzi. Nieee, nie o to, że skoro Lajla to łasiczka, to ja jestem damą, ale o to, że przy moim trybie życia i ruchliwym dziecku, nad wyraz energiczny pies mógłby spowodować zbyt duży zamęt i rozedrganie nie do zniesienia. Tymczasem ta niepozorna psina sprawia, że Wasza szalona Extremama … zwalnia. Wspaniałe uczucie i motywująca postawa. Najwyraźniej Lajla to moje alter ego.

Jak Zac był mały zwalniałam dla niego. Teraz to on przyspiesza. Wiecie, że rzadko siada, bo interesuje go wszędzie wszystko. Teraz najwyraźniej oboje potrzebujemy nowej, kojącej siły. Jest nią Lajla. Obcowanie z nią daje mi do myślenia. Pozwala mi odkrywać tę stronę mojej osobowości, która nie jest na pokaz i którą trudno opisać lub nawet przekazać. Może wkrótce mi się to uda. Na razie sama to „obczajam” i nie ukrywam, że zachwycam się tymi odkryciami. Fajnie jest się przekonać, że wcale nie jestem pędzącym sztucznym tworem… Czym…, kim zatem?

Jestem extremamą czyli matką, która ekstremalnie kocha swoje dziecko i swoje pasje. Obie te dziedziny napędzają się wzajemnie i dopełniają wizerunku, zapewniając energię do życia. Macierzyństwo jest dla mnie ekstremalnie trudne, ale też tak samo „kręcące”. Dokładnie w myśl powiedzenia „nie ryzykujesz, nie zyskujesz”. Jestem odważną matką, ale nie przesadzam. Nooo, przynajmniej się staram. Przecież nie narażam życia mojego dziecka, ani swojego, żeby skoczyć/pojechać/polecieć/popłynąć wyżej/dalej/szybciej/głębiej. Odkąd jestem mamą, cieszę się małymi rzeczami i mały progres bywa wielkim osiągnięciem. Choć pewnie często wyglądam jak zasapana w pogoni za lansem lub adrenaliną, jest wręcz odwrotnie. Chcę zwolnić, więc gonię … za spokojem. Paradoksalne, wiem. Prawdopodobnie przydałyby mi się porządne, regularne medytacje. To wkrótce. Tymczasem się rozpracowuję i pewnie każdemu taka autoanaliza się czasem przydaje. Czasem przydałaby się też autolobotomia ;), żeby wykurzyć nadmiar myśli i pomysłów. EXTRE- nie znaczy EXTRA. Extre- to EXTREME czyli na krawędzi – spokoju, równowagi, sukcesu, strachu.

Extremama blog - alter ego2

Extrematka wcale nie jest ekstrawertyczką. Przynajmniej nie musi być. Generalnie żadna skrajna postawa czyli żadna postawa ekstremalnie jakakolwiek nie jest dobra, bo przecież cnotą jest UMIAR. Być może ja jestem więc hybrydą ekstra- z intro-. A może introwertyczką w masce? Albo na przykład przestraszoną ekstrawertyczką? Do tych pytań skłania mnie obserwacja własnych upodobań. Lubię tych, którzy dają mi spokój. Nie takich, których nie ma, więc mam tzw „święty spokój”, ale takich, którzy właśnie dzięki temu, że są, powodują ład i opanowanie. Choć mam w zwyczaju zakochiwać się w niespokojnych duchach lub facetach, którzy potrzebują ogarniającej „dziewczyny-matki”, to jednak cechy, którymi mnie w sobie rozkochują to opanowanie i zdolność samodzielnego zaplanowania „czasoprzestrzeni”. To czy przejmują mój chaotyczny życiowy „fristajl” zamiast trzymać się swoich ideałów i sposobów na codzienność, to już inna sprawa. Podsumowując ten zapewne niezwykle istotny dla Was wątek – tak, lubię poukładanych kolesi. Takich z kręgosłupem, zasadami i takich, którzy potrafią i nie boją się wyrażać swoich opinii. Takich, którzy zamykają mi usta … Na różne sposoby 😉

Takie też lubię dziewczyny. Moja przyjaciółka nie krzyczy głośno, choć jestem pewna, ze czasem powinna. Jest wyedukowana, mądra i uparta, choć nie obnosi się ze swoją wyjątkowością. Robi swoje, choć zdecydowanie potrzebuje kopniaka, bo nie potrafi się sprzedać czyli odważnie pokazywać jaka jest wspaniała. Co ważne, nie jest tak, że ślepo akceptuje wszystko, co robię. Toleruje mnie, ale potrafi konstruktywnie zwrócić mi uwagę, kiedy przeginam i kiedy rację ma jednak ktoś inny. Zauważam, że bardzo jest mi w smak, kiedy obcuję z kimś, kogo uważam za dobrze zorganizowanego i mądrzejszego ode mnie. Wtedy z chęcią się wyłączam i stosuję do rad. Ma to zastosowanie zarówno w relacjach z przyjaciółmi, jak i partnerem. Choć jestem barwnym ptakiem, lubię stroszyć piórka mimochodem. Tak staram się układać nasze życie – lansuję codzienne, kolorowe sytuacje, w których czuję się szczęśliwa. To taki … DAILY GLAM 😉 Bez przesady i przy okazji. Sprzedaję więc swój introwertyzm. Tyle ile chcę. Nie na tony… Raczej na dekagramy 😉

Lubię ludzi prawdziwych, żyjących w trybie SLOW, takich o uważnej naturze. Nie chcę zabierać nikomu spokoju. Wolę ten spokój dzielić. Pewnie, że potrzebuję resetu sportowego i pewnie powiecie, że moje ukochane zajawki nie mają nic wspólnego ze spokojem i zrównoważonym stylem życia, a już na pewno nie są w stylu SLOW LIFE. Ejjjj, ale przecież, jadąc na desce nie mogę myśleć o „niebieskich migdałach”, bo się przewrócę. Skupienie podczas aktywności fizycznych sprzyja skupieniu w innych sytuacjach. Płynąc na wakeboardzie jestem sama – ja, deska i woda. Wtedy tylko i AŻ płynę. Mam kilka takich światów, w których wolę być sama, choć przez SAMA rozumiem Z DZIECKIEM. Najbezpieczniej się czuję trzymając Z w ramionach. Wtedy nie rozglądam się nerwowo, wtedy nie płaczę z tęsknoty za miłością lub bratem. Wtedy medytuję i świat może nie istnieć. Zminimalizowałam konsumpcjonizm emocjonalny <?!> – chcę bliskości, nielicznych relacji, za to wysokiej jakości. Zac, On i ja. Teraz jeszcze Lajla. I to nie jest extre-. To jest właśnie EXTRA.

 

4 comments

  1. Miło, że adoptujecie pasa. Nowy, cudowny dom dla zapewne cudownego psiaka 🙂 Wydaję mi się, że jak ktoś ma zajawki na coś extreme to potem zwyczajnie potrzebuje spokoju i pewnie dlatego go szukasz. No, ale ze mnie żaden psycholog 😉 pozdrawiam!

Leave a comment