Dosyć tego hałasu czyli odkrywam swoje alter ego.

6 lipca 2016

SLOW LIFE to szacunek do emocji, tolerancja inności, akceptacja samego siebie czyli Nowe Kawkowo LOVE.

6 lipca 2016

Być gwiazdą, gwiazdą, ludzi fantazją … czyli marny żywot celebrytki

6 lipca 2016

W piosence było tak „być gwiazdą, gwiazdą, ludzi fantazją, wyzwalać zazdrość …” i zdaje się, właśnie w tym rzecz, choć nie jest to do końca przeze mnie rozumiane podejście. Prawda jest taka, że mierzymy innych swoją miarą, zawsze. Czyjeś pojmowanie rzadko jest w stanie przekonać nas w stu procentach, jeśli nasz pogląd jest diametralnie inny. Wcale nie musimy być tego świadomi. Ba! Może się nam nawet wydawać, że jesteśmy pełni zrozumienia, tolerancji i życzliwości, a w rzeczywistości będziemy dążyć do uprzykrzenia komuś życia. Tak właśnie. Usprawiedliwiam zazdrosne pijawki 😉 Aaaaale, w związku z tym, że ta postawa jest mi obca, mogę pisać tylko za siebie. Za siebie czyli za GWIAZDĘ.

W ostatnich kilku tygodniach słyszałam lub czytałam to określenie o samej sobie kilkanaście razy. Mam sporo dystansu do siebie i uczę się przyjmowania krytyki, ale „kłapanie dziobem” dla samego kłapania nie mieści mi się w głowie i przyprawia mnie o mdłości. Wiem, że skoro kilka razy o własnym „gwiazdorzeniu” usłyszałam, to zapewne nie da się zliczyć tych przypadków, o których nie wiem.

Z „gwiazdorzeniem” jest jak z lansem. Mylne rozumienie znaczenia lub używanie słowa w różnych okolicznościach powoduje zakłócanie komunikatu albo dowolność interpretacji. Powszechne rozumienie jest negatywne. GWIAZDA to ktoś, to się nadmiernie puszy, pokazuje jaki jest wspaniały, ale to przecież ktoś, kto bywa podziwiany, to wreszcie ktoś, kto się świetnie lansuje czyli pokazuje co ma najlepszego. Podsumowując – to ktoś, kto całkiem słusznie nie wstydzi się swoich atutów. Ha! Z jakiegoś powodu jest to uważane za wadę i bywa piętnowane. Oczywiście to generalizacja, bo na szczęście zdarza się, że „gwiazda” spotyka kogoś, kto nie ma klapek na oczach i widzi przede wszystkim człowieka. Wtedy często okazuje się, że z „gwiazdą” można porozmawiać, co więcej, całkiem sensowne informacje od niej usłyszeć. Bo „gwiazda” to zwykle osoba, która ma barwne życie, która nie stoi w miejscu, która błyszczy swoją innością. Innością, która wkurza. Innością, która pozwala „gwieździe” patrzeć na świat z dystansem, interpretować zdarzenia, zachowania i czerpać z nich inspirację. „Gwiazda” to raczej dusza artystyczna, kreatywna. Inaczej nie byłaby „gwiazdą”.

Skąd zatem negatywne spojrzenie na „gwiazdy” i „gwiazdorzenie’? Najwyraźniej z zazdrości właśnie. Zazdrości nie wiadomo o co. „Gwiazdy” mają różne rangi, są różnie popularne i oprócz tego, że „gwiazdorzą”, po prostu żyją. Niejednokrotnie w stresie, w świetle fleszy, pod obserwacją. Wyobrażacie sobie jakie to musi być irytujące? Ceną bycia „gwiazdą” jest brak prywatności bez względu na moment życia, nastrój, okoliczności. No tak, ale co z tymi „gwiazdeczkami”, które się panoszą, a w sumie nic szczególnego nie robią? Otóż odpowiedź jest prosta. Tak długo jak będziemy o tym panoszeniu się mówić, fotografować je i komentować, tak długo „gwiazdeczki” będą spijać śmietankę ze swojego bycia kimkolwiek. I chwała im za to. O to chodzi. Tylko idiota by tego nie wykorzystał. Bo nawet jeśli „gwiazda” „gwiazdorzeniem” nas denerwuje, to lepiej dla niej, żeby o niej mówić cokolwiek, niż milczeć. Otóż to.

Wolę wierzyć, że „gwiazdorskie” określenia mojej osoby dzielą się zarówno na wypowiadane z przekąsem, jak i na te pełne aprobaty. Prawda jest taka, że pokazuję Wam część mojego życia, że pracuję w mediach, że pokazuję twarz i lubię wyglądać ładnie. Pracując przed kamerą zakładam modne ubrania, bywam malowana i czesana. Taka praca. PRACA. Okazuje się, że, zdaniem niektórych, za dobrze też wyglądać nie powinnam, bo wtedy za bardzo „gwiazdorzę”. Najlepiej, żebym była taką „gwiazdą”-prezenterką tv ledwo oderwaną od mopa albo zmywania. Jeśli wyglądam <zbyt> charakterystycznie to tabloidy piszą, że stylizacja jest niedopasowana, a jeśli współpracuję z nową redakcją, zawsze znajdzie się ktoś „życzliwy”, kto zapowie przyjście „gwiazdy”, żeby przypadkiem od początku współpracownicy nowej nie polubili. Skąd się to bierze? Nazywasz kogoś pogardliwie „gwiazdą” i sądzisz, że wszyscy wokół natychmiast tę osobę znielubią? A co z tego masz? Ech, pytanie retoryczne 😉 Bez obaw. Umiejętnie się bronię. Śmiechem. Terapeutycznie wpływają na mnie rozmowy z wizażystkami w telewizji, które opowiadają mi jak to ostatnio znowu ktoś pytał je „eeej, a jak tam ta Piechota? bo ona to taka gwiazda, co nie?”. Nieco gorzej się poczułam, kiedy usłyszałam, że cudne „mejkap dziewczę” dosłownie bało się pracy ze mną, bo tak jej o moim „gwiazdorzeniu” naopowiadali. Sami oceńcie na ile sprawdziły się obawy, skoro dziewczyny ze śmiechem przekazują mi takie anegdoty.

W sumie to obelżywe nazywanie kogoś „gwiazdą” jest obrzydliwe biorąc pod uwagę fakt, że np. ja po prostu ciężko pracuję. Na byt, na utrzymanie, na komfort życia, na mojego synka, na opiekę medyczną, na nieprzewidziane wydatki, na trudne chwile i spokój ducha. Najwyraźniej umiejętnie „gwiazdorzę” skoro nie wzbudzam litości, ale zazdrość właśnie. Albo sensację. Ewidentnie odnoszę sukces w dziedzinie własnego „gwiazdorskiego” PR’u, skoro znajoma z komercyjnej stacji sugeruje mi, że teraz to już tylko publiczna telewizja mi została, skoro byłam „gwiazdą” festiwalu w Opolu. Cholera jasna! Pewnie, że jestem GWIAZDĄ. Co prawda nie przekłada się to na intratny kontrakt <jaki kontrakt!?>, ale dzielnie patrzę sobie w oczy każdego ranka. Wiem co robię. Pracuję na swoje nazwisko, na swój brand, na siebie. Z największym zaangażowaniem opowiadam Wam o swoich sprawach, o moich przemyśleniach, pokazuję moje stylizacje i moje programy telewizyjne. A czyje mam pokazywać?! Nieee, nie denerwuję się, nie unoszę, bo to absurd. Robię to, co lubię.

Bierzcie, to dla Was. To przecież dla Was „gwiazdy” są „gwiazdami” – i te małe i te wielkie. Robią to, bo lubią, ale bez Was, by ich nie było. Niektóre są niczym ta Północna Gwiazda…, podążają za nimi tłumy, wyznaczają kierunki czyli trendy, style, inspirują i zmieniają świat. Inne świecą blado, nieśmiało, chowają się za chmurami i nie ma w tym nic złego. Na firmamencie wystarczy miejsca dla wszystkich. Zawsze znajdzie się jakiś marzyciel uważnie zapatrzony w niebo, który dojrzy potencjał, zagapi się albo nawet rozłoży lunetę i zostanie wierny na dłużej. Jak mu się znudzi, nie zniszczy gwiazdy, ale zmieni położenie szkiełka, przesunie teleskop, będzie zmotywowany, żeby zobaczyć więcej, gdzie indziej.

2 comments

  1. Kibicuję Ci 🙂 fajnie byłoby jakbyś prowadziła Pytanie na Śniadanie ale coś innego w głównym paśmie TVP. Wiem, że o większości ludzi wypowiadasz się pozytywnie (masz tę przewagę, że ich znasz- chodzi o tych z TV), ale ja zupełnie nie rozumiem kariery pani Kurdej Szatan czy Maćka Musiała czy młodego Królikowskiego. O, przepraszam, tego ostatniego rozumiem. 🙂 Nie chodzi mi o to, żeby „hejtować”, po prostu jako widz mam przesyt tymi ludźmi, którzy są wszędzie, a dla mnie nie są specjalnie doskonali i jest wiele innych osobowości, którzy „marnują’ się w TVP Info czy oddziałach regionalnych. Miło byłoby Cię oglądać na dużym ekranie dostępnym dla każdego- nie jestem z Opola, więc tej tv nie mam. Pozdrowienia.

  2. Moim zdaniem są GWIAZDY i „gwiazdy”, a to dlatego, że podziwiam ludzi, którzy ciężko pracują (dużo ich jest w mediach). Niektórzy nie rozumieją, że to ich praca, a nie zwykłe pojawienie się przed kamerą i paplanie. Dodatkowo jak posłucha się lub przeczyta jakiś wywiad to można wywnioskować, że mają coś sensownego do powiedzenia i to są dla mnie GWIAZDY. No ale są też „gwiazdy” i te moim zdaniem żyją tylko z tego że są, pokazują się z jednym butem i są ekspertami od wszystkiego, a dorobku dziennikarskiego, aktorskiego, czy jakiegokolwiek brak. No, a dodatkowo jak się je słyszy to człowiek na wstępie ma dość…
    Ty jak dla mnie to jesteś GWIAZDA 🙂

Leave a comment